— Czy to Jagusia nie wyjdzie do sadzenia? — wrzasnęła Józka przez okno.

Hanka odstawiła gar z barszczem i na drugą stronę pobiegła.

Stary leżał na boku, twarzą do okna, jakby patrząc na Jagnę, czeszącą długie, jasne włosy przed lusterkiem na skrzyni ustawionym.

— Czy to dzisiaj święto, że do roboty nie wychodzicie?

— Z rozplecionymi włosami nie poletę...

— Od świtania mogłaś je już dziesięć razy zapleść!

— Mogłam, ale nie zapletłam!

— Jagna, wy tak ze mną nie igrajcie!

— Bo co? Odprawicie mnie może albo wytrącicie z zasług? — warknęła hardo, nie śpiesząc się z czesaniem — Nie u was siedzę i nie na waszej łasce!

— A ino kaj? Co?