— A ma, Jaguś, ma. I kiej się uweźmie i pójdzie udry na udry416, to i matki nie posłucha. Na złość się ożeni, swój gront odbierze i na swoim postawi.
— Pleć, kiej ci ciepło, pleć, bych cię jeno matka nie posłyszeli!
Markotność ją przejęła. Jakże! Taka Nastka, a i to zabiega o chłopa, i to ma swoje radoście, a drugie dzieuchy to samo. Wściekną się chyba dzisiaj, boć do każdej ktosik powróci, do każdej.
— Prawda, dyć wszystkie powrócą... — Porwała ją nagła, niecierpliwa radość, że porzuciła wystraszonego Jędrzycha i skwapnie poniesła się do chałupy szykować i robić porządki na przyjęcie, jak i drugie, i czekać gorączkowo powracających, jak i cała wieś w tej chwili.
Zwijała się tęgo, jaże przyśpiewując z radości a z utęsknieniem, i nie raz jeden wybiegała patrzeć na drogi, kaj i wszystkie wisiały oczyma.
— Kogo to wyglądacie? — zagadnął ją ktosik niespodzianie.
Jakby ją kto przez ciemię zdzielił — zbladła, ręce jej opadły kieby te skrzydła przetrącone i serce zadygotało z żałości.
Prawda, na kogoż to czeka? Przeciek nikomu do niej nieśpieszno, przeciek na wszystkim świecie sama jest jako ten kołek! „Tyle co może Antek!”, dodała trwożnie.
— Antek! — wyszeptała cichuśko, serce jej wezbrało westchnieniem i przypominki przewiały przez pamięć kiej te mgły nikłe i kiej sen cudny, ale dawno już śniony.
„Może i wróci!”, dumała. Choć kowal jeszcze wczoraj upewniał, że go z drugimi z kreminału nie puszczą, że na długie lata tam pozostanie.