A komornice, naszeptawszy się o niej do syta, że to ciepło już się zrobiło galante, pozrzucały z głów płachty i zapaski i wzięły raźniej pogwarzać, częściej się przeciągać, na połednie tęskliwie wyglądając.
— Kozłowa, wyższaście, to obaczcie, czy chłopów nie widać na topolowej?
— Ani widu, ani słychu! — odrzekła, próżno się na palcach wspinając.
— Gdzieby zaś tak rychło! Nie zdążą przed mrokiem... Karwas drogi...
— I pięć karczmów na rozjazdach! — zakpiła po swojemu Jagustynka.
— Chudziaki, biedota, kaj im tam karczmy będą w głowie!
— Wymizerowali się tylachna czasu, nacierzpieli...
— Taka im była krzywda, że się w cieple wyspali i najedli po grdykę...
— Juści, tyle tej dobroci zażyły, co te karmiki418 na pokrzywach z plewami.
— Dyć o suchym ziemnioku, a lepiej na wolności — rzekła Grzeli kobieta.