Kazała jej zaczekać.
A dopiero w parę dobrych pacierzy zawołano ją do izby. Organista rozmamłany całkiem — w gaciach jeno — popijając kawę, jął czytać.
Słuchała z zamierającym sercem, bo właśnie mąż jej zapowiadał swój powrót na żniwa, razem z Kubą Jarczykiem z Wólki i z Grzelą Borynowym. List był poczciwy; troskał się o nią, wypytywał o wszystko, co się dzieje w domu, przesyłał pozdrowienia znajomym i buchał radością powrotu. A w końcu Grzela dopisywał, prosząc, by zawiadomiła jego ojca o powrocie. Chudziaczek nie wiedział, co się stało z Maciejem.
Zaś Tereskę te ciepłe, poczciwe słowa prażyły kiej baty i do ziemi przyginały. Mocowała się, bych nie poznali po niej, bych zdzierżyć spokojnie tę wieść straszną, ale zdradliwe łzy same jakoś pociekły rozpalonymi paciorkami.
— Jak się to cieszy z powrotu chłopa! — szepnęła urągliwie organiścina.
Teresce jeszczech rzęsistszy grad posypał się z oczu. Uciekła, biedota, aby krzykiem nie wybuchnąć, i długo się tuliła kajś w opłotkach.
— Co ja teraz pocznę, sierota? Co? — wyrzekała z bezradną żałością.
Juści, chłop wróci, dowie się o wszystkim! Strach ją porwał jako ten zły, luty wicher. Jasiek był poczciwy, ale zawzięty jak wszystkie Płoszki — krzywdy nie przepuści, jeszcze go zabije! Jezus, ratuj, Jezus! Ani pomyślała o sobie. Popłakując a szarpiąc się w sobie, znalazła się u Borynów. Hanki nie było; pojechała do miasta jeszcze wczas rano. Jagna też u matki robiła, że w chałupie była jeno Jagustynka z Józką; płótno zmoczone rozpościerały w sadzie.
Powiedziała o Grzeli, chcąc się wynieść czym prędzej, ale stara odwiedła ją na bok i dziwnie dobrotliwie szepnęła:
— Tereska, opamiętaj się, miejże rozum, ozorów złych nie utniesz... Jasiek wróci, to się i tak dowie. Pomiarkuj, parobek na miesiąc, a mąż na całe życie! Dobrze ci radzę.