Wójtowa, chyciwszy jakiś kołek, na drogę wypadła i docierając kiej pies rozwścieczony, jazgotała zajadle:
— Ja ci kijem przytwierdzę! Ja ci zaświarczę! Jak ci...
— Podejdź, pani wójtowo! Tknij me jeno, świńska kumo! Tknij me, ty sobacza pokrako! — zawrzeszczała, wybiegając naprzeciw.
Odepchnęła męża, któren ją powstrzymywał, i rozkraczywszy się, pod boki się ujęła, krzycząc urągliwie:
— Bij me, bij, a kryminał cię nie minie, pani wójtowo!
— Zawrzyj pysk, bym cię pierwej do kozy nie zapakował! — krzyknął wójt.
— Psy se wściekłe zamykaj, boś od tego. Babę swoją weź lepiej na postronek, bych się ludzi nie czepiała! — gruchnęła, nie mogąc już wytrzymać.
— Urzędnik do cię mówi, pomiarkuj się, kobieto! — zawołał groźnie.
— Gdziesik mi twój urząd! Rozumiesz?! Groził mi będzie, widzisz go! Sameś może płótno wzion la jakiej kochanicy na koszulę. Gromadzkich449 pieniędzy już ci nie starczyło, boś je przechlał, pijanico. Nie bój się, wiedzą, co wyrabiasz. Posiedzisz se i ty, panie urzędniku, posiedzisz!
Ale tego już było za wiele la obojga, że kiej wilki skoczyli na nią. Pierwsza wójtowa chlasnęła ją kijem przez pysk i z dzikim kwikiem w kudły się wczepiła pazurami, zaś wójt jął prać pięściami, kaj popadło.