Gruchnęli śmiechem, jaże się gołębie porwały z dachów.
— Prawdę mówię. Przymierzałem u niejednej, ledwie mi do pół łyst sięgają.Jakże bym to zimą wyspał? Cheba w butach, co?
Zgromiła go Kłębowa, iż zbereżeństwa gada przy dzieuchach.
— La śmiechu jeno mówię. Przeciek powiedają, co poczciwe żarty nie szkodzą i pod pierzyną.
Ale dziewczyny rozczapierzyły się kiej te jendyczki.
— Hale, jaki przebierny! Będzie się tu przekpiwał ze wszystkich! Kiej ci w Lipcach mało, na drugich wsiach se szukaj! — jazgotały.
— Jest ich w Lipcach, jest. Przeciek łacniej o dostałą pannę niźli o całą złotówkę. Po dydku458 i już z ojcowym litkupem459 je przedają. Bych jeno kupce się nalazły! Tyle tego, jaże się wieś trzęsie od skrzeków pannowych. Wszyćkie gotowe pod kozik, że co sobota w każdej chałupie już od świtania pucują się do czysta, kosy we wstęgi pletą i kokoszki po sadach gonią, bych je ponieść Żydowi na gorzałkę. A od samego połednia jeno zza węgłów patrzą, czy z której strony swaty nie ciągną. Widziałem, które i z dachów zapaskami powiewały, wrzeszcząc: „Do mnie, Maciuś, do mnie!”. Zaś matki wtórzyły: „Do Kasi przódzi, Maciusiu, do Kasi! Syrek i mendel jajków przyłożę do wiana! Do Kasi!”.
Rozpowiadał uciesznie, jaże chłopaki kładły się ze śmiechu; jeno Kłębianki podniesły wrzask na niego, że stary krzyknął:
— Cichojta! Skrzeczą kiej te sroki na deszcz.
Nie zaraz się uspokoili, więc by przerwać te przekpinki, zapytał: