— Zaglądałeś to do niego? Co?

— Hale, pójdę sam, to powiedzą, co do Jagny ciągnę.

— Cie! Uważny kiej dziewka po przypadku — mruknęła stara Agata, siedząca pod płotem z miseczką na kolanach.

— A bo mi już obmierzły szczekania.

— I wilk się statkuje, kiej mu kły spróchnieją — śmiał się Kłąb.

— Albo kiej się za barłogiem rozgląda — podpowiedział Mateusz.

— Ho, ho, to ino patrzeć, jak do której z wódką poślesz — żartował Kłębiak.

— Właśnie, cięgiem już deliberuję, do której by przepić.

— Prędko wybieraj, a w druhny me proś, Mateusz — pisknęła Kasia, najstarsza.

— Cóż, kiej niełacno. Wszyćkie zarówno wybrane i jedna w drugą najlepsze. Magdusia najbogatsza, ale już przez zębów i ze ślepiów jej cieknie. Ulisia niby kwiat, jeno co ma jedno biedro grubsze i beczkę kapusty we wianie. Franka z przychówkiem, Marysia zbyt szczodra dla parobków, Jewka, choć ma całe sto złotych samą koprowiną457, wałkoń, pod pierzyną cięgiem wyleguje. A wszystkie by tłusto jadły, słodko popijały i nic nie robiły. Czyste złoto takie dzieuchy! A zaś jeszcze drugie mają la mnie za krótkie pierzyny.