— Odpokutuje jeszcze za te jamory. Kobieta łeb mu obedrze!

— I z pół roku nie przypuści do siebie.

— Po Jagusi to i nieśpieszno mu będzie do swojej.

— Psiachmać, la Jagny każden by się ważył na wszystko...

— Jeszcze by! Kobieta kiej łania, że nie wiada, czy nalazłby śliczniejszą w jakim dworze. Ledwie spojrzy na człowieka, a już ciągotki biorą.

— Miód, nie kobieta. Nie dziwno mi też, co Antek Boryna...

— Dajta spokój, chłopaki! Gulbasiak łże jedno, Kozłowa drugie, a baby przez zazdrość jeszcze dokładają. Zaś po prawdzie to nie wiadomo, jak było... Na niejedną pyskują, choć najpoczciwsza — zaczął mówić Mateusz jakimś smutnym i wielce strapionym głosem, ale nie skończył, gdyż się zjawił między nimi Grzela, wójtów brat.

— Cóż? Pietr śpią jeszcze? — pytali ciekawsi.

— Brat mój rodzony, ale kto tak robi, psem mi jest od dzisiaj! Ale ta ścierwa wszystkiemu winowata! — wybuchnął wściekłością.

— A nieprawda! — wrzasnął naraz Pietrek, parobek Borynów, przedzierając się z pięściami do Grzeli — Któren tak szczeka, łże jak pies!