A bo i niewinowata, nie, wójt winien, że ją skusił i przyniewolił do grzechu. A już najbardziej winien wszystkiemu ten stary zbuk! Pomyślała naraz o mężu.„Całe życie mi zawiązał! Panną byłabym, to nie daliby mnie ukrzywdzić, nie... I cóżem to z nim użyła? Ni życia, ni świata!”, rozmyślała gorączkowo. Żałoście się w niej kajść zapodziewały, a wstawał natomiast srogi gniew i tak ją rozprężał, jaże zaczęła biegać po izbie.
— Pewnie, co wszystko złe przez niego... I z Antkiem by tego nie było... I wójt by się nie ważył... I... — skarżyła się.
Żyłaby se spokojnie jak przódzi, jak żyją wszyćkie. Zły go postawił na drodze i matkę skusił morgami, a teraz musi cierzpieć... Musi...
— Ażeby cię robaki roztoczyły! — wybuchnęła, zaciskając mściwie pięście; i dojrzawszy przez szczytowe okno wasąg z chorym pod drzewami, pobiegła tam gwałtownie i nachylając się nad nim, zasyczała nienawistnie: — Abyś zdechł jak najprędzej, ty stary psie!
Chory wytrzeszczył na nią oczy i cosik zamamrotał, ale już odleciała — ulżyło jej galancie; miała się już na kim odbijać za swoje krzywdy.
Kowal stał na ganku, gdy przechodziła z powrotem, ale udawał, że jej nie spostrzega. Zagadał głośniej do Rocha:
— Mateusz rozpowiada, jako ich powiedziecie na Miemców...
— Prosili, to pójdę z nimi do sąsiadów — powiedział z naciskiem.
— Nowe dybki sobie szykują. Rozwydrzyły się chłopy na dziedzicu i myślą, że jak znowu pójdą hurmą z kijami a krzykiem, to Miemcy się ulękną i Podlesia nie kupią.
Ledwie się hamował ze złości.