— Hale, może łoni, kiedyś... A teraz tak jak drudzy... Jak... — szepnęła niebacznie.
Rzuciło nim nagłe przypomnienie, wstał w nim gniew i zazdrość.
— Boś... Boś...
Nie, nie poredził wyrzucić ze siebie, co go dusiło. Pohamował się jeszcze, że jeno krótko i twardo powiedział:
— Ostaj z Bogiem!
Musiał uciekać, aby jej wójta nie wypomnieć.
— Uciekasz? A cóżem ci to znowu za krzywdę zrobiła?
Wylękła była i rozżalona.
— Nie... Nie... Jeno... — mówił prędko, zaglądając w jej modre, przepłakane oczy, a żal, tkliwość i gniew nim miotały — Jeno przepędź tę pokrakę od siebie, przepędź, Jaguś! — prosił gwałtownie.
— Abom go to przyciągała? Abo go to trzymam! — krzyknęła gniewnie.