Darmo Józka trzepała trzy po trzy i Pietrek rzucał jakie słowo, a w końcu i Hanka zagadywała, tknięta jej zapłakanymi, smutnymi oczyma — Jagusia ni pary z gęby nie puściła.
— Witek, a któren ci takiego guza nabił? — pytała Hanka.
— Zwaliłem się o żłób! — Rozczerwienił się kiej rak i potarł bolące miejsce, porozumiewawczo spoglądając na Józkę.
— Przyniosłeś to już gałązek z palmami?
— Zaraz polecę, ino zjem — tłumaczył się, spiesznie dojadając.
Jagna położyła łyżkę i wyszła.
— Znowuj bąk ją jakiś ukąsił! — szepnęła Józka, dolewając barszczu Pietrkowi.
— Nie każden umie trajkotać tak cięgiem jak ty. Doiła to już krowę?
— Zabrała szkopek219, to pewnie poszła do obory.
— Hale, Józia, trza dla siwuli makuchu220 ugotować.