— Już siarę221 odpuszcza, próbowałam dzisiaj.

— Odpuszcza, to leda dzień się ocieli...

— Ciołka będzie miała! — rzekł Witek, podnosząc się od jadła.

— Głupi! — szepnął pogardliwie Pietrek, popuszczając ździebko obertelek, że to był niezgorzej podjadł; i zapaliwszy od głowni papierosa, wyszedł razem z chłopakiem.

Kobiety w milczeniu wzięły się do roboty. Józka zmywała naczynia, a Hanka słała łóżka.

— Pójdziecie do kościoła z palmami?

— Idź z Witkiem. Pietrek też może, niech jeno konie obrządzi; ja ostanę, przypilnuję ojca i może Rocho wróci akuratnie, i co nowego przyniesie od Antka...

— Nie powiedzieć to Jagustynce, żeby jutro przyszła do ziemniaków? Co?

— Juści, same nie wydołamy, a na gwałt trza je przebierać.

— A i gnój już by rozrzucać!