Obejrzała się za nim z gospodarską lubością, ale już ich nie było na drodze; ciołek wyrwał się z rąk, skoczył na pole i podniósłszy ogon, rwał ku wsi na przełaj, a Żyd z rozwianym chałatem zabiegał mu drogę.
— W ogon go pocałuj, a poproś pięknie, to ci wróci... — szepnęła, z kuntentnością93 przyglądając się gonitwie. — A i na Kłębowych morgach94 ni żywej duszy! — zauważyła przy tym, ale nie było już czasu na pomyślunki: wieś była tak blisko, że poczuła zapach dymów i dojrzała po sadach wietrzące się pierzyny; to jeno ogarniała oczyma wieś całą i najgłębsza, wdzięczna radość zatrzęsła jej sercem, że to Jezus pozwolił dożyć tej zwiesny i powraca ją oto do swoich, powraca do rodzonych.
A przeciech mogła zamrzeć zimą między obcymi, chorzała bowiem ciężko, ale Jezus ją powrócił...
Dyć tym ano żywiła duszę przez długą zimę, tym się jeno krzepiła w każdej godzinie i tym się broniła od mrozów, nędzy i śmierci...
Przysiadła pod krzakami, aby się ździebko przygarnąć, nim wejdzie między chałupy. Ale miała to siły, kiej ją tak rozebrała radość, że każda kosteczka trzęsła się z osobna i serce tłukło się boleśnie niby ten ptak duszony?
— Są jeszczech dobre i miłosierne ludzie, są... — szeptała, opatrując troskliwie torbecki95. Jakże, uciułała sobie tyla, że musi starczyć na pochowek.
Przeciech od dawnych już lat o tym jeno deliberowała96 i w to całą duszę kładła, że skoro śmierci porę Pan Jezus spuści, aby się to mogło stać we wsi swojej, w chałupie, na łóżku zasłanym pierzynami, pod rzędem obrazów — tak jako umierały gospodynie wszystkie. Całe życie zbierała na chwilę oną świętą i ostatnią.
Miała ci już u Kłębów na górze skrzynię, a w niej pierzynę sporą, poduszki i prześcieradła, i wsypki97 nowe, a wszystko czyste, nieużywane zgoła, by nie marać98, zawsze mieć gotowe, no i że nie było gdzie rozłożyć tej pościeli. Miała to kiej swoją izbę albo i łóżko? Kątem zawżdy, na barłogu jakim, to w obórce, jak się zdarzyło i kaj99 ludzie dobre pozwolili przytulić głowę. Nie cisnęła się ta100 ona nigdy naprzód, między możne i władne, nie wyrzekała na dolę, bo wiedząca była dobrze, że wszystko urządzenie na świecie z woli bożej pochodzi, a nie zmienić go człowiekowi grzesznemu.
To se jeno tajnie, po cichuśku, przepraszając Boga za pychę, o tym jedynie marzyła, by mieć gospodarski pochowek — o to jeno prosiła lękliwie...
Nie dziwota więc, że skoro się teraz przywlekła do wsi ostatkami sił, czując, że już ten czas ostatni przychodzi na nią, to wzięła sobie przypominać, czy aby czego nie przepomniała101.