— Pomstę ostawcie Bogu! Ona też człowiek i krzywdy czuje, a za swoje grzechy ciężko odpowie. Powiadam wam, nie krzywdźcie jej!
— To ja ją krzywdzę?
Zdumiała się wielce, nie mogąc wymiarkować, w czym się Jagnie krzywda dzieje.
Rocho przegryzał chleb, wodząc za nią oczyma a cosik medytując. Wreszcie pogładził dziecińskie głowiny, tulące mu się do kolan, i zabierał się do wyjścia.
— Zajrzę do was którego dnia wieczorem. A teraz wama jeno rzeknę: poniechajcie jej, róbcie swoje, a resztę Pan Jezus sprawi...
Pochwalił Boga i poszedł na wieś.
IV
Rocho wlókł się wolno drogą nad stawem — raz, że wiatr tak w niego siepał, iż ledwie się na nogach utrzymał, a po drugie, jako strapiony był wielce tym wszystkim, co się we wsi działo. To jeno raz po raz wznosił rozpalone oczy na chałupy, przemyśliwał ważnie i wzdychał żałośnie. Tak źle się bowiem działo w Lipcach, że już zgoła gorzej nie mogło.
Zaś nie to było najgorsze, że niejeden głodem przymierał, że choroby się krzewiły, że się kłócili barzej i za łby brali, że nawet śmierć wybierała swoje gęściej niźli po inne roki — takusieńko było i łoni297, i drzewiej298; do tego się już był naród wezwyczaił, rozumiejąc dobrze, jako inaczej być nie będzie... Złe i o wiele gorsze było całkiem co inszego — oto, że ziemia stojała odłogiem, bo nie miał w niej kto robić...
Zwiesna już szła całym światem wraz z tym ptactwem, ciągnącym do łońskich gniazd; na wyżnich miejscach podsychały role, wody opadły i ziemia się prawie prosiła o pługi, o nawozy i o to ziarno święte...