Nad moc jednego człowieka się trudził, pomagając i broniąc narodu — jeno że la wszystkiej wsi było to jedną okruszyną, tym, jakoby kto w spiekocie wargi spragnione rosą odwilżał, pić nie podając!
Jakże! Wieś przecież była ogromna — samych chałup stojało ponad pięćdziesiąt i ziemi do obróbki leżał szmat wielgachny, i lewentarza317 do obrządków, a i gąb do przeżywienia czekało co niemiara.
A zaś to wszystko, od czasu wzięcia chłopów, trzymało się więcej boską opatrznością niźli ludzkimi zabiegami; więc i nie dziwota, że z dniem każdym więcej się mnożyło bied, potrzeb, skamlań i turbacji...
Rocho dobrze to wszystko czuł i wiedział. Ale dopiero dzisiaj, chodząc od chałupy do chałupy, dojrzał, jaki to upadek wszędy się wkrada...
Mało bowiem, że pola leżały odłogiem, że nikto nie orał, nie siał, nie sadził — boć co tam w roli paprali, za dziecińską zabawę starczyło — ale już ruinę i opuszczenie widać było na każdym kroku: płoty się ano waliły miejscami, gdzie zaś przez odarte dachy krokwie i łaty wyłaziły, to oberwane wrótnie zwisały, kiej przetrącone skrzydła trzepiąc o ściany, a niejedna chałupa się wypinała, daremnie prosząc podpory.
A wszędy wody gniły pod chałupami; błoto po kolana i nieporządki pod ścianami, że przejść było niełacno. A na każdym kroku taka marnacyja, że aż za serce ściskało; toć często krowy porykiwały z głodu i konie prosto w gnój obrastały, bo nie było komu oczyścić.
I tak się działo ze wszystkim, że nawet cielaki utytłane w błocie kiej świnie łaziły samopas po drogach. Statki gospodarskie niszczały na deszczu, pługi rdza zjadała, w półkoszkach318 wylegiwały maciory, a co się zaś pochyliło, co oberwało, co nadłamane padło — już tak ostać ostawało, bo któż to miał co podjąć? Któż naprawiać? Kto złemu zaradzić i gorszemu zapobiec? Kobiety?
Ależ tym chudzinom ledwie już sił i czasu starczyło na to, co najpilniejsze! Juści, niechby chłopy wróciły, a w mig byłoby inaczej...
Czekali też na ich powrót jak na zmiłowanie Pańskie, czekali z dnia na dzień, krzepiąc się tą nadzieją.
Ale chłopy nie powracali i ni sposobu było się dowiedzieć, kiej ich puszczą. Więc tymczasowie jeno zły miał uciechę i profit z tej marnacji narodu, z tych kłyźnień319, swarów a bitek, z tego umęczenia serc w biedzie a żałościach...