— Wiecie, a to trzeba, abyście jeszcze przed spisem którego wieczora przepędzili do mnie ze dwie krowy. Maciorę można zawierzyć stryjecznemu, a co się jeno da, pochować u ludzi... Już wam powiem kaj... O zbożu powiecie przy spisie, że dawno przedane Janklowi, on przytwierdzi ochotnie, da mu się za to jaki korczyk. Źrebkę weźmie młynarz, podpasie się na jego paśnikach. A co z porządków można by schować w dołach, to po żytach. Ze szczerej przyjaźni wam radzę! Wszystkie tak robią, które jeno1256 rozum mają. Wyście harowali kiej1257 wół, to sprawiedliwie należy się wama1258 więcej. Mnie ta z tego dacie co niebądź, jakąś kruszynę. I nie bojajcie się niczego, pomagał wam będę we wszystkim. A już w tym moja głowa, byście ostali przy gruncie. Jeno mnie posłuchajcie, nikto1259 jeszcze nie dołożył do mojej rady... Sam dziedzic a rad1260 me1261 słucha. No, cóż powiecie?...
— A jeno to, co swojego nie popuszczę, ale cudzego nie łakomam! — odrzekła z wolna, wpierając w niego wzgardliwe oczy. Zakręcił się, jakby kijem dostał przez ciemię, polatał po niej ślepiami i syknął:
— Już bym nawet nie wspomniał, żeście niezgorzej podebrali ojca...
— A wspominajcie! powiem Antkowi, niech z wami pogada o tej radzie.
Ledwie się wstrzymał od klątw, plunął jeno, a odchodząc prędko, krzyknął przez wywarte okno do izby:
— Magda, miej ta oko na wszystko, bych znowu czego nie wynieśli złodzieje.
Hanka patrzyła na niego ze szydliwym1262 prześmiechem.
Poleciał kiej1263 oparzony i natknąwszy się na wójtową, wchodzącą między opłotki, długo jej cosik1264 prawił wytrząchając pięściami.
Wójtowa przyniesła1265 jakiś urzędowy papier.
— To la1266 was, Hanka, stójka przyniósł z kancelarii.