Wieczór był cichy, nagrzany i sielnie1676 rozgwiaździony1677, skroś drzew błyskały światełka chałup, staw mruczał niekiedy jakby wzdychając, a wszędy1678 pod ścianami przechładzali się ludzie.

Antek rozpytywał się o różnoście1679, gdy Rocho mu przerwał:

— Wiecie, naczelnik zapowiedział, że za dwa tygodnie mają się zebrać Lipce i uchwalić na szkołę!

— Co nam do tego, niech se ojcowie radzą! — wyrwał się Płoszka, ale Grzela wsiadł na niego:

— Łacno zwalać na ojców, a samemu wylegiwać się do góry pępem! Bez to, co żadnemu z młodych nie chce się głowy niczym poturbować, to się tak dobrze we wsi dzieje.

— Odpiszą mi gront, to się kłopotał będę.

Zaczęli się o to mocno sprzeczać, aż wtrącił się Antek:

— Nie ma co, szkoła w Lipcach potrzebna, jeno na taką naczelnikową nie powinno się uchwalać ani grosika.

Poparł go Rocho, strasząc ich a podmawiając do oporu.

— Uchwalicie po złotówce, a potem każą wam dodać po rublu... A jak to było z uchwałą na dom la1680 sądu, co? Dobrze się podpaśli za wasze pieniądze. Niezgorsze kałduny1681 im porosły!