Jaskółki zaświegotały pod strzechą i stado gołębi opadło z gruchaniem na ganek, a kiej1802 je spędzała, doszedł ją ze sadu jakiś kwik, zlękła się, że świnie pyszczą1803 po cebuli, ale na szczęście to jeno1804 sąsiedzka maciora ryła się pod płot.
— Wsadź jeno ryj, a spyszcz, to już ja cię przyrychtuję1805.
A ledwie wzięła się znowu do roboty, kiej1806 bociek hycnął na ganek, przyczaił się ździebko1807 i popatrzywszy to jednym, to drugim okiem, jął kuć w bochny łykając ciasto wielkimi kawałami.
Wypadła na niego z wrzaskiem.
Uciekał z wyciągniętym dziobem robiąc gwałtownie gardzielem, a kiej go już doganiała, bych zdzielić drewnem, poderwał się i frunął na stodołę i długo tam stojał1808 klekocąc a wycierając dziób o kalenicę1809.
— Czekaj, złodzieju, jeszcze ja ci kulasy1810 poprzetrącam — groziła obtaczając na nowo podziurawione bochenki.
Przyleciała Józka, więc na niej wszystko się skrupiło.
— Kaj1811 się to nosisz1812? Cięgiem1813 ganiasz jak kot z pęcherzem! Powiem Antkowi, jakaś to robotna1814! Wygarniaj z pieca, a żywo1815!
— Byłam jeno u Płoszkowej Kasi. Wszystkie1816 w polu, a chudzinie1817 nawet wody nie ma kto podać.
— Cóż to jej, chora?