— Pewnikiem1818 ośpica1819, bo czerwona i rozpalona kiej1820 ogień.
— A przynieś ze sobą chorobę, to cię dam do śpitala1821.
— Juści, bom to już przy jednej chorej siadywała! Nie baczycie1822, jakem to przy was dulczyła1823, kiejście leżeli1824 w połogu1825. — I już trajkotała dalej po swojemu, spędzając muchy z ciasta i bierąc1826 się do wygarniania węgli z pieca.
— Trza1827 będzie ludziom ponieść podwieczorek — przerwała Hanka.
— Zaraz poletę1828. Usmażyć to jajków Antkowi?
— A usmaż, jeno słoniną nie szafuj.
— Żałujecie to?
— Zaśby1829. Ale co za tłusto, to może być i Antkowi niezdrowo.
Dzieusze1830 chciało się lecieć, to w mig uwinęła się z robotą i nim Hanka zalepiła piec, zabrała troje dwojaków1831 z mlekiem, chleby we fartuszek i poleciała.
— Spojrzyj ta na płótno, czy wyschło, a z powrotem pomocz, jeszcze do zachodu przeschnie — zawołała oknem, ale Józka już była za przełazem, jeno piesneczka1832 leciała za nią i ze żyta mignęła kiej niekiej1833 konopiasta głowina.