Na podorówce pod lasem komornice rozrzucały gnój, jaki Pietrek dowoził, a przyorywał Antek.
Że zaś ziemia gliniasta, mimo niedawnego zbronowania, była spieczona i twarda, to skiby łupały się niby skały, a konie ciągnęły pług z takim wysiłkiem, jaże1834 rwały się postronki.
Antek, jakby wrośnięty w imadła, orał zawzięcie zapomniawszy o całym świecie, czasem chlastał biczem po końskich portkach, a częściej jeno cmokaniem je przynaglał, gdyż do cna ustawały, robota bowiem była ciężka i znojna, ale kwardą1835 i czujną ręką prowadził pług i rżnął skibę za skibą, kładąc posobnie1836 szerokie, proste zagony, boć rola szła pod pszenicę.
Wrony łaziły bruzdami wydziobując glisty, zaś gniady źrebiec, szczypiący trawę po miedzy1837, rwał się raz po raz do klaczy łakomie, sięgając matczynych wymion.
— Co mu się to przypomina, cycoń jeden — mruknął Antek śmigając go po kulasach1838, że zadarł ogona i skoczył w bok, on zaś orał dalej cierpliwie, tyle jeno przerywając skwarną cichość, co się ta niekaj1839 ozwał do kobiet, ale tak już był umęczony pracą i spiekotą, że skoro Pietrek nadjechał, krzyknął w złości:
— Kobiety czekają, a ty wleczesz się kieby1840 szmaciarz!
— A juści, droga ciężka i koń ledwie już kulasami rucha.
— A po cóżeś tyla czasu stojał1841 pod lasem? Widziałem.
— Możecie obaczyć, piaskiem kiej kot nie zagarniam.
— Pyskacz ścierwa. Wio, stare, wio!