Przysiadła w podle1854, wspierając brzemię o drzewo i ledwie zipiąc.

— Nie la1855 was taka robota — szepnął ze współczuciem.

— Juści, co już całkiem opadłam ze sił.

— Pietrek, a gęściej kupki, gęściej! — krzyknął do parobka. — Czemuż to waju1856 nie wyręczą?

Jeno się skrzywiła odwracając zaczerwienione, bólne1857 oczy.

— Takeście jakoś zmiękli, że ani was tera poznać.

— I krzemień puści pod młotem — jęknęła zwieszając głowę — bieda chybciej przeżre człowieka niźli rdza żelazo.

— Ciężki latoś1858 przednówek nawet la1859 gospodarzy1860.

— Kto ma jeno lebiodę1861 z otrębami, temu nie potrza1862 mówić o biedzie.

— Bójcie się Boga, dyć przyjdźcież wieczorem, a znajdzie się jeszcze w chałupie jaki korczyk1863 ziemniaków. Odrobicie we żniwa.