Zapłakała rzewliwie, nie mogąc wykrztusić tego słowa podzięki.
— A może ta i co więcej najdzie Hanka — dodał z dobrością1864.
— Żeby nie Hanka, to byśwa1865 już byli pozdychali — zaszeptała łzawo. — Juści, co odrobię, kiedy jeno będzie potrza. I nie za siebie mówię. Bóg ci zapłać! Cóż ta ja, ten śmieć jeno, co się go trepem następuje, ani wiedząc o tym, i do głodu niezgorzej wezwyczajonam, ale jak te moje robaki kochane zapiskają: babulu, jeść! a nie ma czym zatkać głodnych brzuchów, to powiedam, cobym se te kulasy odrąbała abo i z tego ołtarza zdarła i poniesła do Żyda, bych się jeno najadły.
— To znowuj siedzicie z dziećmi?
— Matkam przeciek. Ostawię to samych w takiej biedzie! A latoś1866 jakby wszystko złe zwaliło się na nich. Krowa im padła, ziemniaki zgniły, że trza1867 było kupować do sadzenia, wiater1868 obalił stodołę, a do tego synowa po rodach ostatnich cięgiem1869 chorzeje i wszyćko1870 ostało na tej boskiej Opatrzności.
— Juści, bo Wojtkowi jeno gorzałka1871 pachnie i pilno do karczmy.
— Z biedy się niekiej1872 napijał, z czystej biedy, ale jak dostał w boru robotę, to ani już zajrzy do Żyda, niech drugie1873 zaświadczą — broniła syna gorąco. — Biedocie to kużden1874 kieliszek policzą! Pofolgował1875 se Jezusiczek we złości, pofolgował, no, żeby się tak zawziąć na jednego głupiego chłopa. I za co? Cóż to złego zrobił? — mamrotała podnosząc w niebo groźne, pytające oczy.
— Małoście to na nich pomstowali? — rzekł z naciskiem.
— Hale, wysłuchałby to Jezus głupiego szczekania! Juści — ale dodała jakby trwożniej i niespokojniej — kiej matka nawet wyklina dzieci, to i tak w sercu nie pragnie im krzywdy. We złości to i ozór nie pości. Jakże...
— Wypuścił to już Wojtek łąkę, co?