— Pojadłyśmy już chleba.
— Kupię wam i kiełbasy, ino sprzedajcie, a dobrze.
— Tatulu, a nie zabaczcie63 o chustce, coście to jeszcze na zwiesne obiecali...
Boryna sięgnął za pazuchę, ale się wstrzymał, jakby go coś tknęło, bo tylko machnął ręką i rzekł odchodząc:
— Kupię ci, Józia, kupię... — i aż w dyrdy ruszył, bo dojrzał twarz Jagny między wozami, ale nim doszedł, sczezła gdzieś do cna, jakby się w ziemię zapadła; jął więc odszukiwać Antka; niełacno to było, bo w tej uliczce, prowadzącej z targowiska na rynek, stał wóz przy wozie, i to w rzędów parę, że środkiem i z trudem niemałym a baczeniem można było przejechać, ale wnet się na niego natknął. Antek siedział na workach i smagał batem żydowskie kury, co się stadami uwijały koło kobiałek, z których jadły konie, a półgębkiem odpowiadał kupcom:
— Powiedziałem siedem, to powiedziałem.
— Sześć i pół daję, więcej nie można, pszenica ze śniedzią.
— Jak ci, parchu, lunę przez ten pysk paskudny, to ci wnet ześniedzieje... Ale, pszenica czysta jak złoto.
— Może być, ale wilgotna... Kupię na miarę i po sześć rubli i pięć złotych.
— Kupisz na wagę i po siedem, rzekłem!