— Zawdy3498 takie bili pod kościołem! Do pierwszej krwi, bierzta3499 ją! — wrzeszczały.
Na szczęście, brama smętarza3500 była zawarta3501, zaś we furtce stojał3502 Jambroż z proboszczowską strzelbą w ręku i skoro się wstrzymali, ryknął z całej piersi:
— Kto się poważy wejść na kościelne, zastrzelę, jak mi Bóg miły. Ubiję jak psa — groził i tak jakoś strasznie patrzał gotując broń jakby do strzału, że poniechawszy zamiaru ruszyli dalej na topolową.
Zaczęli nawet pośpieszać, gdyż burza mogła wybuchnąć leda3503 chwila, niebo posępniało coraz barzej3504, wiater3505 bił w topole, jaże3506 się pokładały, kurzawa zrywała się spod nóg zasypując oczy i stronami hurkotały grzmoty.
— Poganiaj, Pietrek, prędzej — przynaglali rozglądając się niespokojnie po niebie, przycichli jakoś, szli bezładnie bokami drogi, bo środkiem był srogi piasek, że tylko niekiedy co tam któraś zawziętsza dopadłszy wozu ulżyła se pokrzykując zajadle:
— Ty świnio! ty tłumoku! A do sołdatów3507, łajdusie zapowietrzony!
— Używałaś, to nażrej się teraz wstydu, posmakuj zgryzoty! — darły się nad nią.
Pietrek, parobek Borynów, któren powoził, bo żaden drugi nie chciał, szedł przy wozie, smagał krowy, a skoro jeno upatrzył porę, szeptał do niej litośnie:
— Już niedaleczko... pomsty za taką krzywdę... ścierpcie ino3508...
Zaś Jagusia w postronkach, na gnoju, zbita do krwi, w porwanym odzieniu, pohańbiona na wieki, skrzywdzona ponad człowiecze wyrozumienie i nieszczęsna ponad wszystko, leżała jakby już nie słysząc ni czując, co się dzieje dokoła, tylko żywe łzy nieustanną strugą ciekły po jej twarzy posiniaczonej, a niekiedy wzniesła się pierś niby w tym krzyku skamieniałym.