— I we świecie coś niecoś stargować można, ino poszukać trza...
— Prawdęście rzekli, matko, jeno nic nam po szukaniu, bo u was widzi się nam najlepiej.
— Targujcie — zawołała wesoło.
— Jałowicę byśmy na ten przykład zatargowali.
— Ho, ho! Drogo stoi; nie na byle jakim postronku ją powiedzie!
— Ze śrebła poświęcanego mamy powrózek, a z takiego to choćby i smok, a nie zerwie się... No, wiela, matko? — i jął wyciągać butelkę z kieszeni...
— Wiela? Niełacno to rzec! Młódka, a na dziewiętnastą zwiesnę jej idzie, dobra i robotna, że mogłaby jeszcze roków parę postać u matki...
— Płone to stanie — bo bez przychówku, płone...
— La drugiej to i przy matce o to nietrudno! — szepnął Szymon. Wójt się roześmiał głośno, a stara błysnęła ino oczami i rzekła prędko:
— Szukajcie drugiej, moja może poczekać.