— Borynowe przeciech, to nie dziwota! — szepnął z dumą.
— Juści, a ociec się tak weselą i cięgiem za Jagusią chodzą, cięgiem.
— Jakże... urodna, piękna na gębie, kieby jaka pani dworska!
— Wiecie, a Szymek Dominikowej to się ma do Nastki Gołębianki.
— Stara nie pozwoli, u Nastki z dziesięć gęb siedzi na trzech morgach.
— Toteż ich rozgania, gdzie dopadnie, i srodze pilnuje.
— Wójt jest?
— Zabawia drugich i najbardziej pyskuje, a Jambroży także.
— Jeszcze by nie, kiej na takim weselu są, u takiego gospodarza! Nie wiesz, co u Antków? — zapytał cicho.
— Jakże, skoczyłam do nich na zmroku, dzieciom poniesłam mięsa, placków, to chleba... Z chałupy me wypędził i ciepnął77 za mną, com przyniesła... Zawziął się silnie i taki zły, taki zły... a bieda u nich w chałupie i ten płacz... Hanka ino się kłóci z siostrą, że się już pono i do kudłów brały.