— Po matuli, nie poznajecie go to, co? A i korale wszystkie zawiesiła, i bursztyny te wielgachne też po matusi! — pouczała ją Józka żałośnie. — Jeno chustkę na głowie ma swoją...
— Prawda, tylachna szmat ostało po nieboszczkach, to nama ich tknąć nie pozwolili, a jej wszystko oddał, i paraduje se teraz...
— Hale, jeszczech kiejś wyrzekała przed Nastką, co są zleżałe i śmierdzą...
— Żeby jej tak zapachnęło to łajno diabelskie!
— Niech jeno ociec ozdrowieją, zarno upomnę się o korale, pięć sznurków ostało długich kiej bicze i jak groch największy!
Magda się już nie odezwała; westchnąwszy ciężko zaczęła iskać najmłodsze dziecko. Józka się też zaraz poniesła na wieś, Witek pod stajnią majstrował jeszcze cosik kiele kogutka, dzieci zaś baraszkowały razem z pieskami przed gankiem, pod okiem Bylicy, któren czuwał nad nimi kiej kokosz, a Rocho jakby ździebko zadrzemał.
— Skończyliście polne roboty?
— Tyle jeno, że ziemniaki wsadzone i groch posiany.
— U drugich i tyla nie zrobione!
— Zdążą jeszcze; powiedali, co puszczą chłopów na Przewody.