— Przecież, a dobry! Takich synów to mało na świecie.
— Słyszałam, że się żeni? — badała dalej, dyskretnie się uśmiechając.
— Czasby mu było, ale poczekać jeszcze może... — wywinęła się stara.
— Zmieniłem rower, kupiłem teraz sobie Brensbora; jak dziedzic przyjedzie, to pokażę.
— Aha, to pan niby tego, kołuje... — zapytał Głogowski, wykreślając palcem kółeczko w powietrzu, na wysokości czoła Zaleskiego.
— Trenuję się, panie — poprawił z naciskiem. — Brałem udział w tegorocznym rekordzie Warszawa — Radom, przyjechałem czwarty, bo nie byłem dobrze przygotowany i rower miałem podły, ale na przyszły rok będę pierwszy z pewnością.
— Nic dziwnego, kto ma takie obiecujące nogi! — drwił spokojnie Głogowski.
— Prawda! Zobaczno pan ręką muskuły, stalowe, jak żonusię kocham. — Nachylił się i z dumą obszczypywał sobie łydki. — Zobaczcie, panowie.
— Wierzymy, że to są pierwsze polskie nogi, ale do pana, jako do specjalisty, zwrócę się o informację: poco te treningi, wyścigi i rekordy pan robisz?
— Zostanę championem, pierwszym jeźdźcem na Królestwo Polskie! Zdobędę medal...