— Dobrze pan rozgatunkował — szepnęła z goryczą.

— Znowu o wyraz się gniewamy, nie chodzi mi o to, tylko, że jeden człowiek może żyć sto lat rzepą pieczoną i czuć się szczęśliwym, a drugi rzepą żyćby nie mógł.

— Skądże pan wie, że akurat ja jestem jałowcem, że akurat ja jestem tym człowiekiem, który rzepą żyć może?

— Nie mówiłem tego do pani, ale ogólnie.

— Ponieważ mówiliśmy o mnie, musiałam wziąć to do siebie.

— Kobiety zawsze sprowadzają wszystko do swojego ja.

— Więc?.. — rozdrażniała się coraz głębiej.

— Więc, ja nie wiem, kto pani; ale wiem, że każdy silny człowiek bierze swój krzyż na ramiona i idzie w świat, lub kładzie się gdzieś pod płotem i zdycha, jeśli mu się tak podoba.

— A ja wychodzę zamąż!.. — szepnęła jakoś urągliwie i oczy jej rozbłysły gniewem.

— Najlepszą rzecz pani robi, jaka pozostała do zrobienia.