— On z Nicoletą?!... z tą... podłą intrygantką?!...

Paliła ich już z daleka okiem Gorgony.

Na rogu Wareckiej Nicoleta zniknęła gdzieś w ulicy, a redaktor szedł ku niej rozpromieniony.

— Dzień dobry!... — zawołał, wyciągając rękę.

Pepa zmierzyła go wyniosłym wzrokiem i odwróciła twarz w drugą stronę.

— Cóż to za nowa heca, Pepa?... — mówił ciszej, idąc obok niej.

— Jesteś pan niegodziwym!...

— Znowu komedya?...

— Śmiesz pan w ten sposób mówić do mnie?!...

— Przestaję... i tylko mówię: do widzenia! — powiedział gniewnie, ukłonił się sztywno i, zanim mogła się zoryentować, wsiadł w dorożkę i pojechał.