— Nie lubię gołych fatygantów.

— Ale jakie to wesołe facety!

— Dziękuję! Mają tylko wódkę i serdelki. Dobre przyjęcie, ale tylko dla... ulicy.

— Cicho, bo Cabanowa siedzi w loży.

— Cóż-to ona się dzisiaj zrobiła na dziewiczo...

— Cicho, śpiewamy.

Powtarzało się to ciągle z małemi zmianami. Rozmawiały z publicznością uśmiechami i spojrzeniami. W przerwach, a czasem pomiędzy jednym aktem a drugim, rzucały sobie krótkie, jędrne uwagi o publiczności, szczególnie męskiej, bo kobiety tylko krytykowały i drwiły z nich.

W kulisach pełno było najrozmaitszych twarzy; służące, maszyniści, chłopaki z bufetu, aktorzy, czekający wejścia — wszystko to patrzyło na scenę.

Niania z dwojgiem najstarszych dzieci siedziała przy samem proscenium, pod sznurem kurtyny.

Gorąco było takie, że aktorzy dusili się prawie i szminki nieomal spływały im po twarzy.