Wawrzecki z kulisy gwałtownie kiwał na Mimi, śpiewającą duet z Władkiem; aktorka w przerwach pokazywała mu złośliwie język i przysuwała się coraz bliżej.

— Dajże klucz od mieszkania... zapomniałem botfortów, a zaraz ich potrzebuję.

— Jest w sukni, w garderobie. Mogłeś się domyśleć przecież... — odpowiedziała odchodząc na środek sceny, z szeroką frazą muzyczną na ustach.

Halt trzaskał o pulpit batutą, bo Władek połykał nuty i ciągle się chwiał, detonowała go bowiem do reszty groźna irytacya dyrektora orkiestry, tak że coraz gorzej śpiewał.

— Umyślnie mnie sypie, świnia szwab! — mruczał ze złością, ściskając w miłosnej scenie śpiewającą Mimi.

— Nie ściskaj-że mnie tak mocno... żebra mi, jak Boga kocham, połamiesz!... — syczała Mimi, uśmiechając się jednocześnie omdlewająco.

— „Bo kocham cię... miłością szału!... bo kocham cię!...” — śpiewał Władek ogniście.

— Czyś się pan wściekł!?... siniaki mieć będę i...

Urwała nagle, bo Władek skończył śpiew i brawa sypnęły się jak lawina, więc go pociągnęła za rękę i poszli na front sceny kłaniać się publiczności.

W antrakcie Janka przyglądała się ciekawie pierwszemu rzędowi krzeseł, bo jej powiedziano, że tam siedzą sprawozdawcy pism; zresztą sama widziała na grzbietach krzeseł tytuły gazet.