— Przyniosłem najświeższą wiadomość, bo widzę, że jeszcze nikt nie wie...

Wyjął gazetę z bocznej kieszeni i czytał głośno:

— „Panna Śniłowska, znana i utalentowana artystka scen prowincyonalnych, grywająca pod pseudonimem „Nicolety”, uzyskała pozwolenie na debiuty w teatrze warszawskim. Artystka wystąpi po raz pierwszy w nadchodzący wtorek w Odecie Sardou. Mamy nadzieję, że dyrekcya, angażując p. S. zrobi bardzo cenny nabytek dla sceny”.

Schował gazetę i spokojnie jadł dalej.

Towarzystwo osłupiało na razie, usłyszawszy tak dziwną wiadomość.

— Nicoleta na warszawskiej scenie!... Nicoleta debiutuje!... Nicoleta!?... — szeptali przyciszonymi głosami, zdziwieni, dotknięci i poruszeni do żywego usłyszaną przed chwilą wieścią.

Wszyscy zaczęli spoglądać na Majkowską i Pepę, ale obie milczały.

Majkowska miała wyraz twarzy pogardliwy, a Pepa, nie mogąc ukryć złości wewnętrznej, szarpała bezmyślnie koronki u rękawów...

— Pewnie błogosławi teraz tę hecę, przez którą od nas wyleciała; to jej pomogło — powiedział ktoś.

— Albo talent!... — dorzucił umyślnie Kotlicki.