— Odprowadzę panią kawałek drogi; przejdę się trochę...

— Dziękuję, dziękuję... A może pani zajrzy do mnie?... — prosiła cichutko Niedzielska. — Ja tak sama siedzę, że nieraz po całych dniach, oprócz swojej Anusi i stróża, nikogo nie widuję, bo Władeczek, jak wyjdzie rano, to wraca dosyć późno, że nigdy nie mogę z nim pomówić. No, pójdzie pani ze mną, prawda?...

Zakaszlała się bardzo i dreptana wolno.

— Dobrze, mam jeszcze dosyć czasu do przedstawienia.

— Pani to pewnie od niedawna w teatrze, co?...

— Dopiero trzy tygodnie... to jakby od wczoraj.

— To zaraz znać, o znać!

— Po czem-że pani poznaje?... — zapytała Janka ciekawie.

— Nie umiem tego tak powiedzieć. Przyglądałam się pani wtedy, na imieninach u Cabińskiej i zaraz poznałam. Mówiłam nawet o tem Władeczkowi...

— Wezmę panią pod rękę, to będzie wygodniej... — powiedziała Janka, widząc, że Niedzielska dyszy ciężko ze zmęczenia i ledwie idzie.