— O, jaka to pani dobra! Prawda, że to i wiek i chora jestem ciągle, ale wyszłam kupić Władeczkowi chusteczek i za niemi zaszłam aż tak daleko.
— Weźmy doróżkę; pani, widzę, ogromnie zmęczona...
— Nie, nie... po co?.. to koszt zaraz; zresztą dojdę sobie gdzie do skweru, to odpocznę trochę...
Janka, pomimo protestu starej, zawołała dorożki, ulokowała Niedzielską i pojechały na Piwną.
Jak tylko doróżka stanęła, Niedzielska wysiadła prędko, bez pomocy i wpadła w bramę, żeby nie płacić doróżki i aby to zamaskować, zaczęła krzyczeć na stróża:
— O! już się Michał ubrał w nową bluzę? a w starej to nie można chodzić, co?... Ja już nie mogę nastarczyć, tak Michał drze!... Niech Michał zaraz zdejmie i włoży starą.
Stróż się tłómaczył, ale go zakrzyczała. Odeszła trochę i znowu zaczęła wołać:
— Michał! niech Michał zapowie, żeby mi się dzieci żadne nie bawiły na podwórzu piłkami; wybiją jeszcze szybę i trzeba będzie znowu płacić! Skaranie Boskie z temi dziećmi!... nie mogłoby to spokojnie siedzieć w mieszkaniu... a to nietylko biega, ale kopie mi podwórze, brudzi schody i drze słomianki... Niech Michał zaraz zapowie lokatorom, że wymówię mieszkania.
Stróż słuchał w pogardliwem milczeniu, a Janka uśmiechała się nieznacznie, idąc za Niedzielską, która podniosła z ziemi jakiś kawałek węgla.
— Po co się ma marnować!... Nie szanują nic, a potem nie mają czem płacić komornego!... — mówiła, otwierając drzwi do mieszkania.