I znowu śmiała się jak waryatka, aż się przechodnie na ulicy oglądali za niemi; zmieniła nagle ton mowy i zapytała ciekawie;

— Masz pani kogo?...

— Mam... sztukę! — odpowiedziała Janka poważnie, nie obrażona nawet zapytaniem, bo wiedziała, że to są rzeczy dość zwykłe w teatrze.

— Jesteś pani albo bardzo ambitną, albo bardzo mądrą... nie znałam pani... — rzekła Majkowska i zaczęła przysłuchiwać się jej uważniej.

— Ambitną, być może! bo mam tylko jeden cel w teatrze: sztukę.

— Nie graj-że pani ze mną farsy! ha! ha! Sztuka: cel życia! to motyw do pysznego kupletu, choć stary kawał.

— Jak dla kogo...

Majkowska zamilkła; zaczęła nad czemś rozmyślać chmurnie, bo przeczuwała w niej rywalkę i do tego groźną, przez swoją inteligencyę.

— Ledwiem dogonił panie! — zawołał ktoś za niemi.

— Mecenas tutaj?... nie na służbie?... — szepnęła złośliwie Majkowska, bo zawsze chodził z dyrektorową.