Sowińska pogardliwie zżymnęła ramionami i odpowiedziała szorstko:
— I!... prędzej, czy później to musi być... Wszystkie jesteście...
Nie dokończyła zdania i wyszła.
Janka ze złością bukiet rzuciła w kąt, cukierki rozdała i po przedstawieniu poszła prosto do domu, oburzona niezmiernie na mecenasa, który jej się wydawał bardzo poważnym i zacnym człowiekiem.
Na drugi dzień, na próbie, Majkowska odezwała się do niej z przekąsem:
— Jesteś pani niepokalaną... romantyczką.
— Nie, tylko powinnam szanować swoją godność ludzką.
— „Żebyś była czystą jak śnieg, nie ujdziesz potwarzy... Idź do klasztoru!” — zadeklamowała Mela.
— Nie dbam o opinię; tylko wobec siebie chcę pozostać czystą... Każdy brud jest mi wstrętnym i nawet dla dopięcia swoich marzeń nie zrobiłabym podłości.
— Phi! żebym ja wiedziała, co to jest podłość, brud i tym podobne wyrazy, i czy dają jaką porządną frajdę, to zaraz zaczęłabym używać tego rano i wieczór, w miejsce masła do bułek.