— Moryś także będzie niezły, ale reszta... nędza i wystawa pod psem! No! i klapa pewna!...

— Mimi wcale nie zna chłopów i śmiesznie mówi dyalektem.

— Słyszałem i aż mnie wątroba zabolała! Pani zna chłopów?... A! jak Boga kocham! — zawołał gwałtownie — czemu pani tej roli nie gra?...

— No, bo mi jej nie dali.

— Czemu mi pani nie powiedziała wcześniej?... Niech zdechnę, alebym teatr rozwalił i musiałaby pani grać!... Wszystko się spiknęło na moich biednych Chamów i pani mnie jeszcze dożyna!

— Nie śmiałam panu mówić, a zresztą dyrektor dał mi Filipową.

— Kompars, epizod... mógł wziąć ktokolwiek. Niech zdechnę, ale już czuję, że Mimi będzie gadać jak subretka z operetki... Co mi pani narobiła... Jezus, Marya! Jeżeli pani myśli, że życie to piękna operetka, to się pani myli!

— Wiem już coś o tem... — odpowiedziała, uśmiechając się cierpko.

— Dotychczas jeszcze pani nic nie wie... pozna pani później. Zresztą kobietom idzie zwykle łatwiej; sam los często wobec pań bywa galantem: podaje rękę i przeprowadza w trudniejszych miejscach. My musimy ciężko wydzierać część swoją i płacić za marny zysk. Bóg wie, jak drogo.

— A kobiety niczem nie płacą?