Uścisnęli sobie poważnie ręce.

— Jest to związek dusz czystych, w celach idealnych! — śmiał się, mrugając oczyma. — Jestem teraz tak czegoś wesół, że wziąłbym własną głowę i ucałował serdecznie.

— To przeczuwanie zwycięstwa... Chamów.

— Niech mi pani o tem nie przypomina. Ja wiem, co mnie czeka. Muszę już panią pożegnać...

— Nie odprowadzi mnie pan do samego mieszkania?

— Nie... a zresztą dobrze, ale będę mówił o... miłości! — zawołał wesoło.

— No, to już do widzenia! Niech Pan Bóg strzeże pana od takich kłamstw.

— Musiała się pani tego paskudztwa obłykać, że na sam zapach już mdłości...

— Idź już pan sobie... opowiem to panu kiedy...

Głogowski rzucił się w dorożkę i popędził na Hożą, a Janka poszła do domu.