Majkowska oparła się na stole i wybijając na butelce od szampana takt nożem, śpiewała.

Dyrektorowa sprzeczała się głośno z Zarzecką i nieustannie gryzła suchą malagę.

Topolski milczał i pił sam do siebie. Wawrzecki opowiadał różne dykteryjki Jance, a Głogowski, Glas i Kotlicki kłócili się o publiczność.

— Ja wam coś zaśpiewam na ten temat — zawołał Glas.

„Żebym ja miał taką panią

Tobym cięgiem patrzał na nią

Jesce-bym się przy niej ukłodł,

Żeby mi jej kto nie ukrodł.

Hu! ha!...”

Nie słyszeli go, zajęci dyskusyą.