— Zostawiasz pan bardzo szerokie pole przypuszczeniom.
— A cóż ty myślisz, filistrze jeden, że ja mam dusz jednokomórkową, którą można wziąć w garść, ścisnąć, obejrzeć i stwierdzić, że jest z tego lub owego gatunku!?... Bez etykietowania, panie Kotlicki. Precz z klasyfikacyą! Wy już nie umiecie nic, tylko gatunkować!
— Mistrzu, jesteś dyablo pewnym siebie.
— Dyletancie, jestem tylko świadomym.
— Psia twarz!... tyle waryactw w takim marnym futerale! — szeptał Glas, obmacując Głogowskiemu piersi.
— Geniusz nie siedzi w mięsie... Tłusty człowiek, to tylko tłuste bydlę. Dusza wyższa nie znosi tłuszczu. Zdrowy żołądek, normalność, to przeciętność, a przeciętność, to pastuchy.
— A takie paradoksy, to są tylko żytnią sieczką.
— Dla osiołków i innych inteligentników.
— Dixi, bracie! Reńskie mówi przez twoje usta.
— Zacznijcie na nowo! — przerwał im Glas, chwytając obu za szyje.