— Wypiszę sobie sama; sprawi mi tą pewną przyjemność.

— Przy uczeniu się, jeżeli pani zechce, mógłbym podsuflować.

— Będę zabierać panu czas...

— Niech mi pani wyłączy kilka godzin dziennie na przedstawienie, a resztą czasu proszę rozporządzać dowolnie — rzekł z zapałem.

Popatrzyli na siebie chwilę.

Janka podała mu rękę; przytrzymał ją i całował długo.

— Od jutra zacznę się uczyć, bo mam dzień wolny.

— A i ja nic nie pokazuję.

Wyszedł trochę zły na siebie, bo chociaż mówił na nią: „komedyantka”, ale onieśmiela go swoją prostotą i entuzyazmem; czuł w niej przytem jakąś wyższość, umysłową i artystyczną.

Szedł i uśmiechał się drwiąco z jej mowy, ale podobała mu się ona szalenie, coraz więcej.