Garsoni wybuchnęli śmiechem, bufetowa trzasnęła silniej metalową podstawką.

— Wicek! — zawołał ktoś od wejścia.

— Słucham pana reżysera.

— Są już wszyscy na próbie?

— Oho, nic a będzie!...— zawołał, śmiejąc się łobuzowato.

— Zamawiałeś?... byłeś z okólnikiem?...

— Byłem. Wszyscy się podpisali.

— Byłeś z afiszem u dyrektora?

— Kiedy dyrektor był jeszcze za kulisami: leżał w łóżku i but sobie oglądał.

— Trzeba go było dać dyrektorowej.