— Kiedy pani dyrektorowa załatwiała się z dziećmi; trochę było za głośno, więc dałem nura.
— Polecisz z listem na Hożą, wiesz...
— Parę razy. Zacna niewiasta! jak wczoraj jeden pan w krzesłach powiedział na pannę Nicolete.
— Zaniesiesz, dostaniesz odpowiedź i przylecisz natychmiast.
— Panie reżyserze, zarobię, co, prawda?... bo takim biedny, psiakość słoniowa, że.....
— Dostałeś przecież wieczorem à conto.
— I... fajgla! Rozmieniłem go zaraz na piwonię i serdelansy. Zapłaciłem z reszty komorne, dałem à conto swojemu szewcowi, ratę na premiówkę i czysto!
— Małpa zielona jesteś!... Masz za drogę.
— Błogosławione ręce, co dają czterdziestki! — zawołał komicznie, szasnął butami i zniknął, podskakując z uciechy.
— Ustawić scenę do próby! — krzyknął reżyser i usiadł pod werandą.