Poszedł pod werandę, gdzie już siedziała Nicoleta z jakimś niemłodym jegomością, ubranym bardzo starannie.

— Prosimy na próbę... Dzień dobry dziedzicowi dobrodziejowi!...

— Z czego próba? — spytała Nicoleta.

— Z Nitouche... przecież ją pani grasz... ogłaszałem już o tem w pismach...

Kaczkowska, która w tej chwili przyszła i patrzyła, zasłoniła się szybko parasolką, żeby nie parsknąć śmiechem z komicznego zakłopotania Nicolety.

— Nie jestem usposobiona teraz do próby... — rzekła, przypatrując się Gabińskiemu i Kaczkowskiej.

Przeczuwała widocznie jakiś podstęp... ale Cabiński z najpoważniejszą miną wręczył jej rolę.

— Proszę pani rolę... Zaczynamy zaraz — rzekł, odchodząc.

— Dyrektorze!... mój złoty dyrektorze, róbcie teraz próbę beze mnie!... tak mnie jakoś głowa boli, że nie wiem czy będę mogła śpiewać — prosiła.

— Nie można, zaraz zaczynamy.