— Ha! ha! — śmiała się cicho — ha! ha!... to krowienta czysta!...

Po chwili szepnęła:

— Chodźmy do garderoby... objaśnię panią trochę...

Pociągnęła ją za sobą, a potem, wziąwszy się do upinania sukni na manekinie, rzekła:

— Musimy się poznajomić.

— Orłowska — powiedziała Janka.

— Pseudonim, czy nazwisko? — zapytała, przytrzymując jej rękę.

— Nazwisko — odpowiedziała — myśląc, czy może nie lepiej byłoby użyć jakiego pseudonimu.

— Ja się nazywam Sowińska. Mogę pani być pomocną we wszystkiem. Jestem tylko teatralną krawcową, ale robi się i to i owo, co potrzeba. Córka moja ma magazyn strojów, jeśli będzie pani czego potrzebować, proszę do nas...

Głos jej miękł, i czuć było, że łasiła się, przymilała z uśmiechem, chciała wzbudzić zaufanie.