— Proszę pani, jakże z tym dyrektorem?...

— Potrzeba mu kupić koniaku. Tak!... — dodała po chwili — koniak, piwo i przekąska, to może wystarczy, a jeżeli nie, to już on sam powie resztę...

— Ileż to może kosztować?...

— Myślę, że za trzy ruble ugości się go należycie. Niech mi pani da, już ja wszystko załatwię. Trzeba iść zaraz, bo czas.

Janka dała pieniądze.

Sowińska wyszła i w jaki kwadrans przybiegła zdyszana.

— No, dobrze wszystko!... Chodź pani, dyrektor czeka.

Za salą restauracyjną był gabinet z fortepianem, w potrzebie używany na próby śpiewne i korepetycye.

Halt, czerwony i zaspany, już tam czekał.

— Mówił mi Cabiński o pani... — zaczął. — Co możesz pani śpiewać?... Uf! jakże mi gorąco!... Może uchyli okna? — zwrócił się do Sowińskiej.