— A co!... wyjrzałem i szmerek był...
— Wiatr zaszumiał, a temu się zdaje, że miał szmerek.
— Był szmerek... oburzenia, boś się sypał, jak zwierzę.
— Jak się nie sypać, kiedy Dobek tak sufluje, że niech go drzwi ścisną!...
— Pan gadaj, to wtedy ja przestanę... zobaczymy, jak będziesz wyglądał!... Kładę słowo po słowie w uszy, jak łopatą, nic!... krzyczę już, że Halt aż kopie w scenę... a ten znowu stoi!
— Ja zawsze umiem doskonale; pan mnie umyślnie „kładziesz”.
— Pan nie zawrócisz w głowie umieniem! — zawołał któryś z żydowska.
— Krawiec! pas, szpadę i kapelusz... prędzej!
— „...Maryo! jeśli powiesz: odejdź... pójdzie ze mną noc, cierpienia, samotność i łzy... Maryo! czy nie słyszysz mnie?... to głos serca, kochającego cię... to głos...” — mówił Władek, chodząc z rolą po garderobie i gestykulując potężnie, głuchy na wszystko, co się wkoło niego działo.
— Nie krzycz-no Władek!... na scenie dosyć się wydrzesz i wyjęczysz, że aż uszy zabolą...