Rozśmiali się bardzo swobodnie i śmiali się bardzo długo, potem patrzyli na siebie i tak uważnie, jakby się widzieli po raz pierwszy.
Lili zaczęła szykować do śniadania, Zakrzewski pomagał jej bardzo gorliwie; zapominali, gdzie są i co się z nimi dzieje, a pomimo to — trzymali się już od siebie z daleka.
Przy śniadaniu siedzieli przy sobie, usługując sobie wzajemnie.
— Co ja bym robiła, gdyby pana z nami nie było? — zapytała jakby zdumiona.
— Usługiwałby pani Jańcio! — odparł przekornie i na przeproszenie zaczął całować jej ręce.
— Jańcio! a to zabawne! Jańcio! Gałkowska ról i peruki mniej pilnuje niż jego!
— Kiedy panie wyjeżdżacie na wigilię?
— O szóstej mają przyjść konie po nas.
— A powrót?
— Jutro rano. Wie pan, przyszła mi jedna myśl w tej chwili, że przecież prędzej czy później to pan wyjedzie z teatru i powróci do domu...