— Tak, powrócę, nawet prędzej, niż pani przypuszcza.

— Prędzej? — zapytała cicho i podwinąwszy rękę na stole, położyła na niej głowę i patrzyła w niego z niepokojem.

— Niezadługo, bo zaraz po benefisie.

— Nie żal panu będzie teatru? — pytała cicho.

— Nie, bez żalu odjadę, ale i bez goryczy.

— I nikogo panu nie będzie żal? nikogo? — dodała ciszej i zaczęła bić powiekami i przysłaniać łzawe oczy.

— Prawie nikogo, bo przecież ci, których kocham, pojadą ze mną!

— Pewnie pan zabierze z sobą Olkowskiego, on taki biedny, taki nieszczęśliwy.

— Nie, nie Olkowskiego, ale narzeczoną.

— Pan ma narzeczoną tutaj?... narzeczoną?